Kiedy mogę,staram się nie rzucać jak dzieciak z emocji. Emocje skrajne,
od euforii po wkurw absolutny, opanowałam do perfekcji. I nawet kiedy wydaje mi się że nie jest mnie już w stanie wyprowadzić nic i nikt. Zawsze pojawi się ktoś lub coś, co lub kto, jednak udowodni mi to że nie da się opanować emocji w moim przypadku. I im dłużej zaciskam zęby tym większa później jest eksplozja.
Kiedyś czytałam wszystkie mądre i psychologiczne artykuły,porady jak kontrolować emocje, jak wpływają one destrukcyjne na nasze relacje między innymi ludźmi, na naszą pracę czy nawet na nas samych.
No i oczywiście dowiedziałam się że muszę jeszcze mocniej zacisnąć zęby,żeby się nie dać zdemaskować, żeby nie okazywać że coś mnie denerwuje,drażni, czy po prostu za chwilę doprowadzi do łez.
No i słysze... Musisz być silna, musisz być pewna, wesoła, musisz...
Inaczej nie będzie to miało sensu...
Innym razem mówią bądź sobą, nie daj się mamić,wykorzystać, nie zapomnij o swojej wrażliwości,kochaj ludzi, bądź...
Czasami pytam siebie... Kim jesteś? Czy jesteś szczęśliwa? Czego więcej potrzeba by było mi dobrze?
Bo kiedy jest za spokojnie to się nudzę... Kiedy jest chaos gubię się i czekam aż karuzela się zatrzyma.Tylko że ja nie wysiadam z niej mimo wszystko,czekam aż ruszy ponownie.
Kim jestem...
"Jestem wszykim.(...)Tylko sobą być nie mogę..."
czwartek, 8 października 2015
poniedziałek, 5 października 2015
Justyna -Waleczna Jak w codzienności zostać bohaterem
Przez kilka tygodni ten post powstawał od początku...
Ciągle brakowało mi odwagi żeby go skończyć
Tak, odwagi...
Bo jak napisać o kimś, kto ma więcej determinacji i siły w sobie, niż w życiu jest w stanie unieść przeciętny człowiek.
Matki mają w sobie w ogóle jakiś magnez na zmartwienia i kłopoty związane z ich dziećmi...
Ciężko jest mi to pojąć, a na pewno zrozumieć nawet nie próbuje, bo mamą nie jestem.
Z moich obserwacji jednak wnika że, te kobiety non stop są jak maszynki do boksowania się z losem.
On nie zawsze bywa dla wszystkich sprawiedliwy i czasami nie szczędzi ciosów, a mimo to, one zawsze sie podniosą i znajda pozycję by, to los poczuł ich siłę i zaradność.
Nazywają to różnie ... ślepy los ,zrządzenie, przypadek wypadek , a nawet przeznaczenie czy kara.
Burzy się świat i wtedy uzbrojone po zęby w cierpliwość i miłość, stają na ringu na pojedynek, jak że często z sekundantem o imieniu Bezradność.
Justynę poznałam w dzień kiedy zmienił się świat dla wielu osób z mojego otoczenia,słyszałam o niej , ale jakoś wcześniej nie dane nam było się poznać.
Kilka dni później zasiedziałyśmy razem na pierwszej kawie,omawiając sprawy które później ,jak się okazało, odmieniły nas chyba na amen. Wówczas, wdawała mi się taka wyprana z emocji. taka kobieta u której nie widuje się łez w oczach mimo wzruszających sytuacji.
Prawdziwa Justyna dała się poznać w dniu kiedy poznałam jej synka. Gabryś miał wtedy 7 lat.
Kiedy kobieta pragnie czegoś w życiu, myśli tylko o tym, czy to czego pragnie da jej szczęście?
Więc jeśli drabiną sukcesu jest jej praca, będzie się wspinać, lecz jeśli stwierdzi że, nie jest to ta droga, zajdzie z drabiny i w walce oszczęście swoje i tych których kocha nigdy już nie zacznie się wspinać.
Musicie sobie teraz wyobrazić drzewo które, ma mnóstwo gałęzi a gałęzie te, to możliwości dawane przez życie, drzewo, które mimo swych gabarytów nie jest zakorzenione w glebie jak być powinno.
A teraz drzewo które ma dwie gałązki a za to silne korzenie.
Które z nich ma większe szanse na radość z życia ?
Gabryś jest chłopcem wymagającym stałej opieki. Nie lubię określeń jak na znakach dla kierowców więc, nie używam tu stopnia niepełnosprawności.
Pani Matka jak o sobie mówi Justyna , jest jak jego ręce, nogi, stołówka , klaun, szofer, jest jak te dwie gałązki które los dał im na ich dwoje.
W ich życiu jest i Robert.Pan Ojciec,
ale o Robercie opowiem kiedy indziej.
Codzienna walka z epilepsją, z infekcją, czy ze zwykłym leniem, wygląda u Justyny zupełnie inaczej.
Justyna do wszystkiego podchodzi jak do wojny.
najpierw negocjuje a później wciąga ciężką artylerie,
i strzela aż jej się amunicja nie skończy , a nawet jak skończy, to znajdzie inną choć miała by walczyć gołymi rękami.
Zawsze podziwiwiam jej konsekwencję.
Nie brakuje też w jej życiu kolorów, jednym z nich jestem ja sama, choć ostatnio strasznie ich zaniedbałam. 💕 Różne dobre duszę czuwają nad nimi.Odwiedzają dopingują i pomagają.
Są też inni po drugiej stronie lustra.
Oceniają komentują wszystkie potknięcia z radosnym sarkazmem.
Ale tych tylko pozdrawiamy.
Mogłaś Justa wybrać wiele dróg. Obsadzić się w wielu rolach życia. Mogłaś podróżować. Być...być może moją manager....
Jednak wybrałaś, najlepiej.
Zaprosiłaś mnie do swojego świata. Pokazałaś rzeczy ważne. Poprawiłaś chronologię wartości, choć wydawało mi się że jest dobrze ustawiona.
Wypuściłaś do swojego domu, i tak wiele razy podniosłaś z kolan kiedy, nogi ugięły mi się po kolejnych ciosach. Twoja siła jest dla mnie nieludzka.
Podnosić innych gdy samemu ma się ochotę uklęknąć.
Prowadzić kogoś, gdzie, ma się ochotę samej zawrócić.
Śmiać się z losu w poczuciu bezsilności.
Zapraszam Was na bloga, na którym Justyna opisuje swoje i Gabrysia walki z przeciwnikiem zwanym codzienność.
http://gabrysmilkowski.blogspot.com/

Bohater to ktoś,kto się boi a mimo to ma w sobie tyle odwagi by pokonać strach , stanąć do walki choć by z wiatrem który zakłóca jego szczęście.
Ciągle brakowało mi odwagi żeby go skończyć
Tak, odwagi...
Bo jak napisać o kimś, kto ma więcej determinacji i siły w sobie, niż w życiu jest w stanie unieść przeciętny człowiek.
Matki mają w sobie w ogóle jakiś magnez na zmartwienia i kłopoty związane z ich dziećmi...
Ciężko jest mi to pojąć, a na pewno zrozumieć nawet nie próbuje, bo mamą nie jestem.
Z moich obserwacji jednak wnika że, te kobiety non stop są jak maszynki do boksowania się z losem.
On nie zawsze bywa dla wszystkich sprawiedliwy i czasami nie szczędzi ciosów, a mimo to, one zawsze sie podniosą i znajda pozycję by, to los poczuł ich siłę i zaradność.
Nazywają to różnie ... ślepy los ,zrządzenie, przypadek wypadek , a nawet przeznaczenie czy kara.
Burzy się świat i wtedy uzbrojone po zęby w cierpliwość i miłość, stają na ringu na pojedynek, jak że często z sekundantem o imieniu Bezradność.
Justynę poznałam w dzień kiedy zmienił się świat dla wielu osób z mojego otoczenia,słyszałam o niej , ale jakoś wcześniej nie dane nam było się poznać.
Kilka dni później zasiedziałyśmy razem na pierwszej kawie,omawiając sprawy które później ,jak się okazało, odmieniły nas chyba na amen. Wówczas, wdawała mi się taka wyprana z emocji. taka kobieta u której nie widuje się łez w oczach mimo wzruszających sytuacji.
Prawdziwa Justyna dała się poznać w dniu kiedy poznałam jej synka. Gabryś miał wtedy 7 lat.
Kiedy kobieta pragnie czegoś w życiu, myśli tylko o tym, czy to czego pragnie da jej szczęście?
Więc jeśli drabiną sukcesu jest jej praca, będzie się wspinać, lecz jeśli stwierdzi że, nie jest to ta droga, zajdzie z drabiny i w walce oszczęście swoje i tych których kocha nigdy już nie zacznie się wspinać.
Musicie sobie teraz wyobrazić drzewo które, ma mnóstwo gałęzi a gałęzie te, to możliwości dawane przez życie, drzewo, które mimo swych gabarytów nie jest zakorzenione w glebie jak być powinno.
A teraz drzewo które ma dwie gałązki a za to silne korzenie.
Które z nich ma większe szanse na radość z życia ?
Gabryś jest chłopcem wymagającym stałej opieki. Nie lubię określeń jak na znakach dla kierowców więc, nie używam tu stopnia niepełnosprawności.
Pani Matka jak o sobie mówi Justyna , jest jak jego ręce, nogi, stołówka , klaun, szofer, jest jak te dwie gałązki które los dał im na ich dwoje.
W ich życiu jest i Robert.Pan Ojciec,
ale o Robercie opowiem kiedy indziej.
Codzienna walka z epilepsją, z infekcją, czy ze zwykłym leniem, wygląda u Justyny zupełnie inaczej.
Justyna do wszystkiego podchodzi jak do wojny.
najpierw negocjuje a później wciąga ciężką artylerie,
i strzela aż jej się amunicja nie skończy , a nawet jak skończy, to znajdzie inną choć miała by walczyć gołymi rękami.
Zawsze podziwiwiam jej konsekwencję.
Nie brakuje też w jej życiu kolorów, jednym z nich jestem ja sama, choć ostatnio strasznie ich zaniedbałam. 💕 Różne dobre duszę czuwają nad nimi.Odwiedzają dopingują i pomagają.
Są też inni po drugiej stronie lustra.
Oceniają komentują wszystkie potknięcia z radosnym sarkazmem.
Ale tych tylko pozdrawiamy.
Mogłaś Justa wybrać wiele dróg. Obsadzić się w wielu rolach życia. Mogłaś podróżować. Być...być może moją manager....
Jednak wybrałaś, najlepiej.
Zaprosiłaś mnie do swojego świata. Pokazałaś rzeczy ważne. Poprawiłaś chronologię wartości, choć wydawało mi się że jest dobrze ustawiona.
Wypuściłaś do swojego domu, i tak wiele razy podniosłaś z kolan kiedy, nogi ugięły mi się po kolejnych ciosach. Twoja siła jest dla mnie nieludzka.
Podnosić innych gdy samemu ma się ochotę uklęknąć.
Prowadzić kogoś, gdzie, ma się ochotę samej zawrócić.
Śmiać się z losu w poczuciu bezsilności.
Zapraszam Was na bloga, na którym Justyna opisuje swoje i Gabrysia walki z przeciwnikiem zwanym codzienność.
http://gabrysmilkowski.blogspot.com/

Bohater to ktoś,kto się boi a mimo to ma w sobie tyle odwagi by pokonać strach , stanąć do walki choć by z wiatrem który zakłóca jego szczęście.
niedziela, 27 września 2015
Którędy , dokąd, i w jakim celu
Prowadzi mnie przez kolejne wyzwania życia jakiś impuls.
Podobno mam plan. Hm...
Ciekawe jaki, bo ostatnio moim życiem rządzi chaos.
Mam czkawkę poprzednich decyzji, i zgage od niezdecyowania.
Zawsze zazdroszczę tym którzy, mają już swoją drogę, plan na życie i konsekwentnie nim idą. A jak jeszcze mogą się z tego utrzymać. To już bombowo.
Ja nigdy nie wiem czego chcę żeby, być szczęśliwa. Dziś jadę do Amsterdamu, jutro rano już nie, przeprowadzam się wyprowadzam, wybór szkoły
od października ... Nadal nie mam pojęcia, PR,ANGLISTYKA, POLITOLOGIA ..
od października ... Nadal nie mam pojęcia, PR,ANGLISTYKA, POLITOLOGIA ..
Fotografia, dziennikarstwo, wszystko jest na chwilę na moment. Nigdzie nie mogę się zatrzymać i stwierdzić... TAK TO CHCĘ ROBIĆ.
Podobno liczy się droga...
Tylko co jeśli co dzień rano wstaje się z poczuciem beznadzieji...
Co jeśli, dzień w dzień ma się poczucie że biegnę w miejscu że to nie moje miejsce, nie moje klimaty,nie moi ludzie.
Złoszczę się sama na siebie, bo wszystko ostatnio mnie nudzi, błądzi każdy mój pomysł.
Rany ile tego już było... To wie chyba tylko moja rodzina Justyna i Igor.
Nasłuchali się pewnie i zastanawiali ile z tego wyjdzie.
Wyszło tylko tyle ile obiecałam Jaro. Sama się dziwię że się udało...
Wysyłam więc zapytanie...
Co robić... Kiedy, nie podpowiada już nawet cisza w środku, krzyk tworzy już tyko zmęczenie, a to co pomiędzy nimi brzmi jak egzystencja. A wszystko do okoła prosi by żyć z całych sił.
sobota, 11 lipca 2015
Siła życia, pisane piórem~Anna
 Zawsze zastanawiam się nad tym, skąd w niej siła, determinacja, ile pokładu energii mieści się w tym drobnym ciałku.
Czasami myślę że jest piórkiem ze skrzydła anioła, wyobrażam sobie tak właśnie ją kiedy, jest absolutnie wszędzie gdzie być powinna.Kiedy trzeba wrażliwościma ją na dłoni, kiedy siły i determinacj,i wyciąga jak magik z kapelusza króliczki,jeśli te z reklam są na super baterie, to Ona ma łącze bezprzewodowe do transformatora.
Podobno, pióra są też jednym z najbardziej skutecznym środkiem tortur, więc lepiej jej nie podpaść bo, wiadomo ile ma w sobie Volta.
W głowie mam wiele obrazów, gdzie w ryzykownych zapisach życia, nie było by tego piórka. Jak by los od początku sprawdzał jej siłę do woli istnienia, huśtawki, lód, który załamał się na łyżwach, wpypadek samochodowy i ten z udziałem traktora.
Siła życia ?
Nie mam pojęcia,czy to jest możliwe że ktoś się tyle razy wymyka śmierci, od urodzenia bez przyczyny ?
Rośnie takie małe, łazi za tobą, podbiera ubrania, kosmetyki,podsłuchuje, podgląda.
Posiadanie siostry ma też swoje plusy, nikt tak szybko nie wyprowadzi Cię z równowagi jak ona :)
Moja nie mówi za wiele, stara się mnie nie oceniać, nie negować, a co dla mnie najważniejsze, nie ogranicza. Czasami chyba wolała bym żeby palnęła mnie w łepetyne zanim,kolejny raz okaże się że nie miałam racji.
Ale ona nie, cierpliwie czeka by później poskładać mnie w jedną całość.
Jest cierpliwa. Czego jej zazdroszczę.
Mimo że jesteśmy jak Upał i Ulewa i zastanawiam się czasem która jest tak na prawdę ta wcześniej urodzona, absolutnie nikt nie chce się przyjaźnić ze mną jak Ona. I nikt nie ma w sobie tyle zawzięcia i tolerancji na moją wyjątkowość, inność. Dziękuję bardzo mojej siostrze za trzy dekady cierpliwości. Miłości i szacunku.
niedziela, 5 lipca 2015
Spowiedż.
Dotychczas były to takie robocze zapiski aby w ogóle sprawdzić czy będzie mi się chciało cokolwiek pisać, czy naprawdę znajdę siłę i odwagę na wywnętrzanie swoich emocji i obserwacji.
Mam dookoła siebie tylu wspaniałych ludzi, o których, chciała bym wam opowiedzieć,pokazać wielkość małego człowieka i wielkich rzeczy, które robią.
Więc dziś pojawią się 2 posty.
jeden do śmiechu, drugi o kimś dla mnie wyjątkowym.
To dziś ciągle się gdzieś przesuwa.
Nazywa się złośliwością rzeczy martwych bo, a to nie ma sprawnej ręki do pisania, albo pada komputer,a pisanie na klawiaturze telefonu, gdzie słownik sam dostosowuje słowa , woła o zgrozę i zgrzytam wtedy zębami, edytując tekst, który przez jedno słowo zmienia kontekst całego zdania.
Zapuściłam trochę tego bloga..
Obiecuję poprawę. Podobno są osoby które tęsknią za tymi ckliwymi wypowiedziami :)
Więc czas zakończyć leniuchowanie w treści..
poniedziałek, 25 maja 2015
W teatrze lalek
Ten wyścig w którym każdy pragnie być Najlepszym,
skryty pod nazwami takimi jak postęp, moda,rozwój,czy też sukces.
Nie zależnie od płci czy wieku czy jest to Japonia czy N.Y.C czy Białystok
Zawsze jest taki sam start, wmawiają że stać na więcej, taki system operacyjny,motywacja to się nazywa potocznie... Przychodzi dzień w którym stajemy się maszyną nakręconą zabawką systemu... Inaczej mówiąc, inaczej ubrani, zaczynamy odgrywać swoje role.
Ile w tym teatrze nas samych?
Tyle ile przemycimy.
Jak niewolnicy którzy mimo wszystko czuli wolność a Ci wolni , wolności nigdy nie mieli.
Teatr życia...
I rola lalki, która jest w stanie zawładnąć nami, tak bardzo że, nawet oddech jest jak wyuczony odruch.
Kobieta ubrana w uśmiech,idealny Look dopracowane godzinami ciało, mężczyzna pozapinany w entuzjazm po szyję zaciśniętym krawatem, piękni młodzi, mimo iż mają za sobą rolę porażki, smutku, upokorzenia, często choroby i uzależnienia...grają swoje role szczęściarzy.
Tak szczelnie ukrywanie uczuć, doprowadzone prawie zawsze do perfekcji,ukryte pod maską która ma pomóc w sukcesie czymkolwiek on jest dla człowieka.Pozostawia pęknięcia tam gdzie nikt nie może ich zauważyć.
W pośpiechu gubią codzienność chwil, sny, bo nie ma na nie czasu. Miłość interpretowana jako słabość charakteru.
Przyjaźń postrzegana jak zagrożenie, bo nie można ufać Nikomu. Zresztą kogo obchodzi to co czujesz... Przecież nikt nie chce się przyjaźnić ze smutasami i słabeuszami
Chciałbym bym doczekać się czasów kiedy na topie będzie to co nazywane jest naturalnym stylem. Czy kiedykolwiek modne będzie po prostu bycie sobą?
Nie tylko w czas młodzieńczego buntu, w ramach prezentacji inności dla zwrócenia uwagi na swoją osobę.
Takie Życie w Teatrze lalek doprowadza do chwil że nawet gdy opada kurtyna dalej jesteśmy marionetkami własnego teatru
skryty pod nazwami takimi jak postęp, moda,rozwój,czy też sukces.
Nie zależnie od płci czy wieku czy jest to Japonia czy N.Y.C czy Białystok
Zawsze jest taki sam start, wmawiają że stać na więcej, taki system operacyjny,motywacja to się nazywa potocznie... Przychodzi dzień w którym stajemy się maszyną nakręconą zabawką systemu... Inaczej mówiąc, inaczej ubrani, zaczynamy odgrywać swoje role.
Ile w tym teatrze nas samych?
Tyle ile przemycimy.
Jak niewolnicy którzy mimo wszystko czuli wolność a Ci wolni , wolności nigdy nie mieli.
Teatr życia...
I rola lalki, która jest w stanie zawładnąć nami, tak bardzo że, nawet oddech jest jak wyuczony odruch.
Kobieta ubrana w uśmiech,idealny Look dopracowane godzinami ciało, mężczyzna pozapinany w entuzjazm po szyję zaciśniętym krawatem, piękni młodzi, mimo iż mają za sobą rolę porażki, smutku, upokorzenia, często choroby i uzależnienia...grają swoje role szczęściarzy.
Tak szczelnie ukrywanie uczuć, doprowadzone prawie zawsze do perfekcji,ukryte pod maską która ma pomóc w sukcesie czymkolwiek on jest dla człowieka.Pozostawia pęknięcia tam gdzie nikt nie może ich zauważyć.
W pośpiechu gubią codzienność chwil, sny, bo nie ma na nie czasu. Miłość interpretowana jako słabość charakteru.
Przyjaźń postrzegana jak zagrożenie, bo nie można ufać Nikomu. Zresztą kogo obchodzi to co czujesz... Przecież nikt nie chce się przyjaźnić ze smutasami i słabeuszami
Chciałbym bym doczekać się czasów kiedy na topie będzie to co nazywane jest naturalnym stylem. Czy kiedykolwiek modne będzie po prostu bycie sobą?
Nie tylko w czas młodzieńczego buntu, w ramach prezentacji inności dla zwrócenia uwagi na swoją osobę.
Takie Życie w Teatrze lalek doprowadza do chwil że nawet gdy opada kurtyna dalej jesteśmy marionetkami własnego teatru
niedziela, 10 maja 2015
Pomysł.Cel.Sukces... i cały kosz przygód po drodze
Czasem zaczynam coś bo tak...
Oby bo spontanicznie
bo fajna zabawa,
czasem by przekonać innych ludzi że warto.
Często gubię po drodze motywację i cel.
Taka byłam zawsze.
Traktuje coś jak przygodę.
To "coś" co nie miało prawo się
udać bo...
W natłoku obowiązków,mając na oku pracę marzeń w
Amsterdamie...Po przygodzie z oddziałem onkologicznym i złamane
serce...
Dużo tego.
I WSZYSTKO na NIE.
I choć zbierałam się do tego latami... Nigdy nie
myślałam też że dociągnę to do końca. Traktowałam jak
przygodę jak, jakiś pomysł na spędzanie wolnego czasu, jak bym nie miała
co robić. Gdzieś po drodze zaczęłam się wkręcić że, jestem jednak w tym dobra. Że
umiem że potrafię. Mnóstwo ludzi pewnie wiedziało to przede mną, ale ja
się dzielnie opierałam.
Motywacją była moja "Najmłodsza" bo raźniej.
Tyle że Młoda zostawiła mnie na...
1 semestrze, a ja pociągnęłam to do końca...
Było różnie, bo nie zapomnę 3 i 4 semestru, kiedy
tak mi się nie chciało...
Raczej zakładałam że, to już mi się odechciewa,
chciałam odzyskać swoje życie,
Podróże, weekendy, drinki z koleżankami, samą mnie już
nudzić zaczęły wyjaśnienia
"nie bo mam zajęcia"
Tak chciałam nie chodzić ciągle zła i zmęczona.
Odbijało to się na bliskich i na jakości
pracy i na wydajności osobistej.
4 Semestr to były też zbiórki dla Jarka. Jakie ja miałam
wyrzuty że, siedzę czytam i piszę jakieś dyrdymały zamiast robić coś pożytecznego.
JAK mnie Jarek opierdolił wtedy, jak powiedziałam
to wszytko, to wiem chyba tylko ja i może jego żona tak się darł...
Wtedy, obiecałam że doprowadzę to do końca..
Nawet teraz mam dreszcze,
"Ty się masz uczyć masz być wykształcona,
jesteś mądrą nie daj sobie wmówić że tak nie
jest." mówił.
Mówił!
Wiele raz ratowała mnie Wiola M.
To dzięki niej chyba wszystko się udało , ona skromnie
powie że nie, że to mój angielski i wiedza z literatury nas ratowała.
Lecz powiadam wam...
O ile Jarek był motorem,to Wiola benzyną.
Za co Dziękować będę jej dożywotnio. I moi
przyjaciele i rodzina również :)
Nie zapomnę Tych cudownych ludzi nigdy..
Nauczyłam się tam czegoś więcej niż Książkowego
bełkotu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





